Domowy jogurt

Zrobienie jogurtu samemu zajmuje chwilę, a otrzymujemy świeży jogurt z AKTYWNYMI bakteriami, bez zagęszczaczy i plastikowego pudełka. Dlatego kupowanie jogurtu w sklepie znajduje się dla mnie na podobnym poziomie absurdu, jak kupowanie wody w plastikowej butelce.

By powstał jogurt, potrzebne jest mleko oraz dobre bakterie. Tylko tyle i aż tyle. Do mleka dodaje się wybrane szczepy bakterii, przy odpowiedniej temperaturze zachodzi fermentacja i powstaje jogurt. Dwa kluczowe rodzaje bakterii, najczęściej wykorzystywane w produkcji jogurtu, to:

– Lactobacillus bulgaricus (Lactobacillus delbrueckii subsp. bulgaricus) i

– Streptococcus thermophilus

Aby jogurty spełniały swoje funkcje bakterie te muszą być żywe i nieuszkodzone. W każdym kubeczku powinno ich być od 1do 5 bilionów bakterii, a niestety na opakowaniu NIE ZNAJDZIECIE informacji o ilości bakterii w porcji jogurtu. Może dlatego, że często w kupionym jogurcie nie ma ich wcale (!?)

Po pierwsze wpływ na ilość bakterii ma opakowanie. Najlepsze jest opakowanie szklane, które wykazuje 30-70% większą przeżywalność bakterii probiotycznych w stosunku do jogurtów pakowanych w kubeczki plastikowe.
Po drugie bakterie są najbardziej aktywne przez pierwszy tydzień po ukiszeniu jogurtu, a niestety producenci nie podają daty produkcji jogurtu, w związku z tym, nie wiemy jak stary jogurt kupujemy. Zazwyczaj jogurty mają 4 tygodniowy termin ważności, więc można starać się szukać jogurtów, które do końca ważności mają jeszcze 3 tygodnie. Robiąc jogurt samemu masz pewność, że jakość i ilość bakterii nie „uleci” z czasem i opakowaniem.

Kiedy jogurt jest dobrze zrobiony, a bakterie w jogurcie liczne i żywe nie trzeba dodawać do niego ani mleka w proszku, ani żelatyny aby był gęsty i kremowy. Oto drugi powód, dla którego warto robić jogurt samemu. Jesz JOGURT, a nie: mleko w proszku, białka mleka, żelatynę, emulsję tłuszczową typu greckiego ukwaszoną żywymi kulturami jogurtowymi, tłuszcz roślinny, skrobię modyfikowaną kukurydzianą (bo takie cuda znalazłam na opakowaniach jogurtów naturalnych na sklepowej półce).

No to robimy własny jogurt!

Aby zrobić jogurt w domu wystarczą: szklany słoik, drewniana łyżka (NIE METALOWA), i opcjonalnie termometr (ale bez niego też sobie poradzicie).

A teraz główne składniki czyli:

– MLEKO (im tłustsze tym jogurt słodszy i bardziej kremowy – mleko musi być pasteryzowane, ale NIE UHT!),

– JOGURT (odrobina poprzedniej zrobionej przez nas partii, lub DOBREJ JAKOŚCI jak najświeższy jogurt ze sklepu) – ok 150 ml na litr mleka

Wszystkie narzędzia, których używam wyparzam najpierw gorącą wodą.

Mleko podgrzewam do temperatury ok. 40 stopni. (Jeśli nie macie termometru należy podgrzać mleko tak, aby było dobrze ciepłe, ale po wsadzeniu do niego palca, bez problemu wytrzymacie z tym palcem w mleku przez 30 sekund).

Jogurt dobrze wyjąć wcześniej z lodówki, aby ocieplił się do temperatury pokojowej.

Wlewam go do wyparzonego wcześniej słoika i po podgrzaniu mleka wlewam do jogurtu najpierw „hartując” go, czyli wlewam trochę ciepłego mleka, mieszam, znów trochę mleka, znów mieszam. Robi się to, aby nie zabić bakterii lecz przyzwyczaić je do wyższej temperatury, w której będą się rozmnażać.

Słoik zakrywam folią (niestety nie udało mi się znaleźć żadnego eko-zastępnika – mleko musi być szczelnie zamknięte, ale można używać metalu, więc np. zakrętka – ODPADA!).

Słoik musi teraz pozostać w cieple przez kilka godzin – niektórzy wsadzają go do piekarnika, ale moim zdaniem, szkoda prądu. Ja wsadzam jogurt w koc, w którym spokojnie utrzymuje ciepło przez ładnych kilka godzin.

Jogurt powinien być gotowy już po ok. 5 godzinach. Jeśli o nim zapomnicie – nic się nie stanie – będzie po prostu miał troszkę ostrzejszy smak – im dłużej kisimy jogurt tym jest bardziej kwaśny.

Po ukiszeniu jogurt należy wsadzić na kilka godzin do lodówki, dopiero po schłodzeniu stanie się gęsty i kremowy.

U mnie w domu znika błyskawicznie – pijemy go w wersji naturalnej lub z owocami, jest bazą sosów do sałatek i surówek lub staje się serkiem.

Jogurt wlewam do czystej bawełnianej ściereczki i zawieszam, tak aby wyciekła z niego serwatka – często zostawiam go po prostu na noc. Otrzymuję serwatkę, którą dodaję do zup, koktajli lub do pieczenia (chlebów, ciast) oraz biały kremowy twarożek smakujący jak normalny twaróg (jego gęstość zależy od czasu na jaki pozostawimy go do osączenia).

Zawsze zostawiam odrobinę jogurtu aby zrobić kolejną porcję … i tak w kółko 😊

Ostatnia zagwozdka … Czy warto kupować bakterie jogurtowe? Moim zdaniem – NIE!

Po pierwsze są bardzo drogie, a po drugie na opakowaniu jest zawsze napisane, że bakterie wytaczają tylko na kilka lub kilkanaście partii jogurtu, więc trzeba po jakimś czasie ponownie kupić bakterie. Z mojego doświadczenia wynika, że jak zaczniemy robić jogurt z dobrej jakości produktu wyjściowego, jogurt można robić w kółko i za każdym razi wychodzi doskonale – bakterie się nie starzeją.

Say Something